Wiercić czy nie wiercić? To pierwszy test, jaki Andy Burham będzie musiał przejść, gdy znajdzie się na Downing Street 10.
Poseł Makerfield został skutecznie zatwierdzony na kolejnego premiera, zyskując poparcie prawie 350 kolegów z partii. Wkrótce po upływie terminu zgłaszania nominacji na stanowiska kierownicze otrzymał list. Od związków zawodowych i przemysłu naftowego od razu. Jedna prośba: wsparcie produkcji na Morzu Północnym.
Sytuacja nie jest łatwa.
Manifest Partii Pracy na rok 2024 był bardzo jasny: żadnych nowych licencji. Rozumowanie było proste: wiercenia nie obniżą rachunków za prąd, nie zagwarantują bezpieczeństwa, a jedynie dodadzą więcej CO₂ do i tak już przegrzanej atmosfery.
Ale sprawy Rosebank i Jackdo? Projekty te są starsze niż powrót Partii Pracy do władzy. Koła zębate mechanizmu już się obracały. Teraz nowy rząd musi zdecydować, czy ich powstrzymać.
Każdy ma swoje zdanie.
Lobby branżowe prowadzi aktywną grę. Ale aktywne jest także lewe skrzydło własnej partii. W Partii Pracy istnieje grupa opowiadająca się za zaostrzeniem zakazu wierceń, wskazując na upalne lata w Londynie jako dowód na to, że kryzys klimatyczny ma miejsce tu i teraz. Chcą energii odnawialnej. I szybko. Nawiązują do czasów Berchema jako burmistrza Manchesteru. Stworzył tam transport publiczny. Rozumie zieloną infrastrukturę.
Ale jest inny punkt widzenia.
Niektórzy koledzy inaczej postrzegają jego północne korzenie. Deindustrializacja pozostawiła głębokie blizny. Być może okaże sympatię pracownikom, którzy nadal pracują dla starych gigantów energetycznych? Jeden z posłów wspomniał nawet o Donaldzie Trumpie. Amerykański prezydent nigdy nie przestaje mówić o odwiertach. Patrzy na południe.
To jest prawdziwe napięcie. Berchem uosabia ten rozłam. Widział, jak przemysł na północnym zachodzie wymiera. Wie, jak wygląda utrata pracy. Ale walczył także o środowisko w Manchesterze. Która część jego osobowości przejmie kontrolę w Londynie?
Wydaje się, że Scottish Labour oczekuje od niego złagodzenia swojego stanowiska.
Zmienił się grunt polityczny pod nogami wszystkich. Pamiętacie, jak Ed Miliband nazwał licencję Rosebank „wandalizmem klimatycznym”? Teraz krążą pogłoski, że może wystartować z projektem Jackdo. Dlaczego? Bezpieczeństwo energetyczne stało się nowym bóstwem. Koszty życia są wysokie. Ukraina wciąż płonie. Strategia Cieśniny Ormuz jest nieprzewidywalna.
Szkocja też się porusza.
W latach 2021 i 2023 Szkocka Partia Narodowa (SNP) powiedziała „nie”. Nicola Sturgeon zablokowała pole Kambo. Wyglądało to jak mocny mur. Ale nadszedł rok 2026. Ściana trochę pękła.
Pierwszy minister John Swinney przyjął nowy ton. Bezpieczeństwo energetyczne ma znaczenie. Stephen Flynn, nowy sekretarz ds. gospodarki Szkocji, zdobył swój mandat obiecując wspieranie praw pracowników naftowych. Jack Middleton, były doradca Swinneya, a obecnie poseł do parlamentu, otwarcie wspierał zarówno Rosebank, jak i Jackdo.
Musimy zmniejszyć naszą zależność od Bliskiego Wschodu i przyjaciół Putina.
To jest argument. Bezpieczeństwo jest ważniejsze niż ideologia. Rząd Szkocji nie jest oficjalnie w to zaangażowany, ale z pewnością nie powstrzymuje swoich parlamentarzystów od opowiadania się za „pro-wierceniami”.
Konserwatyści? Nie siedzą bezczynnie. Camie Badinoch chce, aby Wielka Brytania przeprowadziła wiertła. To sprawdziło się podczas niedawnych wyborów w Aberdeen South. Wyborcy to docenili.
Gdzie to wszystko prowadzi do Berchema?
Rząd twierdzi, że decyzje zostaną podjęte „we właściwym czasie”. To jest biurokratyczny kod dla jeszcze nie zdecydowaliśmy.
Obejmuje urząd i od razu zostaje skonfrontowany z budżetem obronnym. Cięcia świadczeń. Chaos imigracyjny. Zwykła lista problemów. Jednak kwestia ropy wymaga wczesnego sygnału. Nie może tego odkładać w nieskończoność.
Bez względu na to, co podpisze, zostawia ślad. Jeśli pozwoli na wiercenie, aktywiści spalą samochód przed Downing Street. Jeśli zatrzyma ten proces, pracownicy w Aberdeen stracą zaufanie, a rachunki mogą nadal nie spaść.
Jest to kalkulacja, która w obu przypadkach przegrywa, owinięta geopolityczną liną. Musi wybrać, kogo zdradzi.































