Zaraz się zawali. Nie cały lodowiec, ale część jego struktury, która go spaja. Wschodnia część lodowca Thwaites – tak zwany „Lodowiec Doomsday” – wkrótce oddzieli się od głównej części lodowców. To zła wiadomość nie tylko dla samego lodowca, ale także dla jednego z największych lodowców na Ziemi.
Wyobraź sobie taką sytuację: gdyby Thwaites całkowicie się zapadł, wypchnąłby do Oceanu Południowego wystarczającą ilość lodu, aby poziom mórz podniósł się o 2,1 stopy. To jest 65 centymetrów. To wystarczy, aby zalać nadmorskie miasta od Miami po Bombaj. Całkowite zniszczenie może nastąpić w ciągu kilku stuleci, ale obecnie ten balast nie jest już w stanie utrzymać lodowca. Część konstrukcji spajającej lodowiec zostaje zniszczona. Przyspiesza to proces jego niszczenia.
Potwierdzają to zdjęcia satelitarne. W zeszłym tygodniu magazyn New Scientist doniósł, że wschodnia część lodowca jest na skraju oddzielenia się. Chociaż sam lodowiec pozostaje na lądzie, ta część lodowca unosi się na wodzie. Służy jako podpora dla lodowca. Bez tego lodowiec będzie płynął szybciej.
Robert Larter, geofizyk morski pracujący w Brytyjskiej Ekspedycji Antarktycznej, wyraża swoje obawy. Mówi, że ta część lodowca może się zawalić w 2026 roku lub wcześniej. Kieruje International Thwaites Glacier Collaboration – wspólnym amerykańsko-brytyjskim programem mającym na celu badanie tej niestabilnej sytuacji.
„Ostatnia część lodowca… jest gotowa się zawalić” – powiedział Larter. Przyznaje, że nie znają dokładnego kształtu, jaki przyjmie lodowiec po zapadnięciu się. „Ale na pewno się zawali”.
Ten lodowiec jest bardzo duży. Thwaites zajmuje obszar wielkości Florydy. To największy lodowiec na Antarktydzie Zachodniej. W niektórych miejscach ma grubość ponad 6000 stóp. Jego szerokość wynosi 75 mil. To najszerszy lodowiec na Ziemi.
Zaczęło się topić od lat 80-tych. Zniknęły setki miliardów ton lodu. Ciepła woda oceaniczna przenika pod lodowiec, niszcząc jego podstawę. Od 1992 r. lodowiec cofnął się o prawie dziewięć mil.
Czy możemy dokładnie modelować ten proces? Trochę. Fizyka jest skomplikowana. Daty są niejasne. Jednak badanie opublikowane w zeszłym miesiącu w czasopiśmie Geophysical Research Letters przewiduje złe wyniki. Do 2067 r. lodowiec może tracić od 180 do 200 miliardów ton lodu rocznie.
To nie jest odosobniony przypadek. Thwaites jest podstawą całej masy lodowej Antarktyki Zachodniej. Gdyby ta masa się zapadła, poziom mórz podniósłby się o 3,5 metra. To są punkty, powyżej których nie będzie już powrotu. Po przekroczeniu tego progu zmiany są trwałe. Będą trwać tysiące lat.
Wschodnia część lodowca ulega erozji w miejscach, gdzie lód pozostaje na skałach oceanu. Ruch po zachodniej stronie lodowca podwoił się w ciągu ośmiu miesięcy.
To nie tylko ocieplenie powierzchni. To ciepła woda z głębin Oceanu Południowego, która niszczy lód. Larter twierdzi, że ma to więcej wspólnego z obiegiem wody niż zwykłym ogrzewaniem, ale źródło problemu jest wciąż takie samo: wpływ człowieka na klimat.
„Zmiany w zachodnich wiatrach na półkuli południowej spychają ciepłą wodę na kontynent” – powiedział.
A te zmiany w wiatrach? To część większego obrazu.
Nie wiemy, jak szybko to wszystko nastąpi, gdy zapadnie się ostatnia część lodowca. Ale wiemy, że to się dzieje. A kiedy hamulce przestaną działać, wszystko stanie się jeszcze szybciej.
































