Cisza. Ponownie.
Naukowcy zwrócili największe uszy na planecie w stronę potencjalnego domu obcych. Egzoplaneta K2-18b znajduje się 124 lata świetlne od nas, w gwiazdozbiorze Lwa, w ekosferze czerwonego karła. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba zasugerował już, że tamtejsza atmosfera jest bogata w dwutlenek węgla i metan. Brzmi jak planeta wodorowa (Hycean ) — w zasadzie gęsta powłoka wodoru otaczająca globalny ocean wody. Idealny cel dla projektu SETI.
Naukowcy połączyli radiointerferometr Karla G. Jańskiej (VLA) w Nowym Meksyku z teleskopem MeerKAT w Republice Południowej Afryki. Muszę przyznać, że rzadkie połączenie. Słuchali bardzo uważnie. Przeanalizowano miliony punktów danych.
I nic nie znaleźli.
Usuwanie szumów
Samo „słuchanie” nie wystarczy. Najpierw musisz odjąć wpływ Ziemi. Nasze środowisko radiowe to istny wysypisko zakłóceń, w którym ludzki hałas przenika wszystkie częstotliwości. Zespół musiał dokładnie wyczyścić dane. Korzystali ze specjalistycznego oprogramowania: VLA działało na narzędziach open source Commensal, a MeerKAT na niestandardowym systemie Breakthrough Listen. To jest konieczne. W przeciwnym razie będziesz słyszeć tylko własny GPS i Wi-Fi.
Główną pracę wykonało pięć głównych filtrów. Maskowanie zakłóceń częstotliwości radiowych (RFI) usunęło oczywiste „śmieci” — częstotliwości, o których wiemy, że są przeciążone. Potem przyszły testy efektu Dopplera. Jeśli sygnał nie zmieniał częstotliwości, gdy planeta poruszała się względem nas? Usunięto. Najprawdopodobniej była to po prostu lokalna ingerencja.
Jest też trudny moment. Zespół wyciął wszystko, co miało stosunek sygnału do szumu mniejszy niż 10 lub większy niż 100. Sprytne posunięcie? Może. To oczywiście zabiło słabe sygnały „duchowe” i silne zakłócenia instrumentów. Ale może też zagłuszyć ciche szepty prawdziwej cywilizacji. Kompromisy są nieuniknione. Zastosowali także analizę wielowiązkową, kierując jedną spójną wiązkę na egzoplanetę, a drugą w pustą przestrzeń. Sygnał pojawiający się w obu wiązkach był prawdopodobnie wyciekiem lokalnych zakłóceń. Czysty sygnał powinien pozostać na swoim miejscu.
„Gdyby kosmici rozmawiali na [silnie zanieczyszczonych kanałach], musielibyśmy zastosować inną metodę”.
Na przykład antena radiowa po niewidocznej stronie Księżyca.
Co oznacza ta cisza?
Zatem żadnych krzyków radiowych wąskopasmowych, żadnych technosygnatur. Rozczarowanie? Częściowo.
Ale to przydatne. Brak znalezisk wyznacza sufit. Teraz wiemy, że jeśli ktoś tam mieszka, to nie nadaje sygnałów równoważnych nadajnikowi klasy Arecibo o dużej mocy. Są ciche. Albo martwy. Lub po prostu nie komunikują się za pośrednictwem radia krótkofalowego.
Prawdziwym zwycięzcą jest tutaj zautomatyzowany system filtracji. Ręczne przetwarzanie takiej ilości danych byłoby absurdalne, wręcz niemożliwe. Kilometr kwadratowy (SKA) wkrótce zacznie działać i będzie tonął w danych. Te skrypty, te filtry? Gotowy na nich. Narzędzia stają się ostrzejsze nawet wtedy, gdy nie pojawia się żaden sygnał.
Będziemy nadal słuchać. K2-18b na razie milczy. Ale może następnym razem. Może. 📡
































