„Znowu ulicami miasta włóczy się mistrz kryminalny – przestępca splatający wokół siebie sieć śmierci, pozostawiający wychudzone ofiary z przerażającym uśmiechem klauna – znak śmierci od JOKERA!”
Opis ten pojawił się w Batmanie nr 1 w 1940 roku. Jest aktualny do dziś.
Znasz ten obraz. Zielone włosy. Biała skóra. Ten czerwony uśmiech był zbyt szeroki. I te fioletowe garnitury. Kiedy postać pojawiła się po raz pierwszy w ostatnim numerze „Mrocznego Rycerza”, fani oszaleli. Chcieli każdego ziarnistego zdjęcia, każdego wycieku fabuły, każdej nuty chaosu Heatha Ledgera. Latem 2008 roku Mroczny rycerz spełnił oczekiwania. Ledger nie tylko odegrał tę rolę; całkowicie ją pochłonął.
Ale przed wielkimi budżetami i rozmowami o Oscarach Joker był tylko comiesięcznym utrapieniem w Batmanie i Detective Comics DC. Nie był jeszcze symbolem kina. Był problemem komiksowym.
Jak Joker pojawił się w Batmanie nr 1
Joker nie zaczynał jako filozoficzny anarchista. Zaczynał jako zły nadworny błazen. Taka była logika komiksów Złotego Wieku. Prosty. Wizualny. Skuteczny.
Po raz pierwszy pojawił się w Batmanie nr 1 z 1940 roku. Twórcy chcieli złoczyńcy, który wyglądałby jak koszmarna wersja zabawy. Spojrzeli na Conrada Veidta. W szczególności sposób, w jaki wyglądał w niemym filmie „Człowiek, który się śmieje”. Ten tragiczny, zamrożony uśmiech stał się planem.
Jak więc działał ten nowy złoczyńca? Zaskoczył Batmana. Wprowadzał w błąd policję w Gotham. Nie był tylko złodziejem; był seryjnym mordercą mającym talent do wywoływania dramatyzmu.
Joker ogłosił swoje ofiary. Powiedział światu, kto i kiedy dokładnie umrze. Transmitował to w radiu. Zanim samo to określenie stało się powszechnie używane, była to wojna psychologiczna.
Osiągnął to za pomocą toksyny Jokera. Wolno działająca trucizna. Spowodowało to skurcze mięśni twarzy. Ofiara zmarła, ale pozostawiła po sobie charakterystyczny uśmiech. Przerażający uśmiech klauna jako ostateczny znak.
To proste. To jest okrutne. To jest podstawa wszystkiego, co potem nastąpiło.
Dlaczego dzisiaj przejmujemy się złoczyńcą z komiksu z 1940 roku? Ponieważ wersja Ledgera wydaje się tak realna, tak nieprzewidywalna, że zapominamy, od czego to wszystko się zaczęło. Zapominamy o audycjach radiowych. Zapominamy o konkretnej truciźnie. Widzimy tylko chaos.
Która wersja jest straszniejsza? Ten, który się śmieje, gdy cię truje, czy ten, który cię rozśmiesza, gdy to robi?

Udawana śmierć Jokera: dlaczego wciąż wraca
Pierwszy Joker nie był chaotycznym jokerem. Było mu zimno. Obliczenie. Pozostawiał ciała z tym trwałym, wymalowanym uśmiechem. Przy drugim wystąpieniu, właśnie w tym samym numerze, miał umrzeć. Rana nogi. Koniec historii.
Ale redaktorzy DC mieli inne plany.
W ostatniej chwili dodali panel na końcu. Joker nie umarł. Po prostu odpoczywał.
Ta pojedyncza decyzja stworzyła trop obejmujący całą serię. Joker spotyka swoją „śmierć”. Czytelnicy są w żałobie. A potem BAM. On żyje. Zdrowy. I gotowy sprawić jeszcze więcej problemów. To luka narracyjna, która nigdy się nie zestarzeje, ponieważ działa.
Kim naprawdę jest Joker?
Wygląda na to, że po dziesięcioleciach komiksów powinniśmy poznać jego imię. Ale nie wiemy.
Miał wiele tytułów. Następca tronu zbrodni. Arlekin nienawiści. As ostrzejszych. Ma talent do dramatyzmu.
Ale jego prawdziwe imię? Jest mgliście.
W Powrocie ciszy tekst sugeruje, że ma na imię Jack. Czy to prawda? Najprawdopodobniej nie. Legitymacja jest w najlepszym wypadku chwiejna. Jego nazwisko? Całkowicie nieznany. To jedna z tych celowych pustek, które DC pozostawia, aby każdy czytelnik mógł rzutować na tę pustkę swój własny strach.
Historia pochodzenia
A potem następuje początek.
Jak człowiek zostaje Księciem Klauna? Odpowiedź jest różna. Czasem jest tragicznie. Czasami dzieje się to przez przypadek. Często jedno i drugie.
Pochodzenie Jokera ma mniej wspólnego z konkretnym wydarzeniem, a bardziej z koncepcją „złego dnia”.
Jest to ostrzeżenie najwyższego rzędu. Jeden zły zakręt. Jeden wyciek substancji chemicznych. Jeden upadek z wysokości. A ty nim jesteś.

Czerwony Kapturek i wypadek chemiczny
Detective Comics nr 168 został opublikowany w 1951 roku. Dał nam pierwsze spojrzenie na mężczyznę kryjącego się za makijażem. Zaczynał jako Czerwony Kapturek. Nieudany napad na fabrykę chemiczną w Gotham City nie przebiega zgodnie z planem. Pojawił się Batman. Zaczęła się panika. Kaptur wskoczył do kadzi z niebezpiecznymi odpadami, aby uciec.
Wyczołgał się z rury kanalizacyjnej. Odbarwiona skóra. Zielone włosy. Ciągły grymas z jaskrawoczerwonymi ustami. Substancje chemiczne zmieniły nie tylko jego wygląd. Złamali mu umysł. Oto jego pochodzenie. Tylko. Okrutny. Kanon.
Ale poczekaj. Co się wydarzyło przed kadzią? Kim on był?
Wielokrotny wybór w „Żartie”
Wiodącym autorytetem jest tutaj Żart Alana Moore’a (1988). To najbardziej znana historia. Joker słynie z niejasnego podejścia do przeszłości. „Jeśli mam mieć przeszłość, wolę, żeby była to wielokrotny wybór!” mówi. Moore oferuje nam jedną konkretną opcję.
Był inżynierem chemikiem. Rzuć moją pracę. Chciałem zostać komikiem stand-upowym. Nie udało się w najstraszniejszy sposób. Zdesperowany, by nakarmić swoją ciężarną żonę, podjął pracę prowadząc dwóch złodziei przez zakłady chemiczne, w których pracował. Celem była fabryka kart do gry Monarch.
Wtedy zadzwonił telefon. Policja poinformowała go, że jego żona zginęła w wypadku domowym. Być może w sprawę zamieszani byli skorumpowani gliniarze. Zawahał się. Zmusili go, aby kontynuował. Założył czerwony hełm. Poprowadził bandytów. Podskoczył.
To tragedia niefortunnych okoliczności i złych wyborów. Ale to nie jedyna historia.
Mroczniejsze dzieciństwo
Niektóre wersje pomijają część inżynierską. Są coraz ciemniejsze. Mały Joker kolekcjonuje kości zwierząt. Torturuje ich. Patrzy, jak ojciec bije matkę i czerpie z tego przyjemność.
Jego pierwsza ofiara? Chłopiec z sąsiedztwa, który znalazł swój „cmentarz zwierząt”. Potem zabił swojego ojca. Do szaleństwa nie potrzeba zakładów chemicznych. Szaleństwo towarzyszyło nam od samego początku. Chemia tylko doprowadziła to do perfekcji.
Kto naprawdę stworzył Jokera?
Pochodzenie postaci jest mylące. Jego utworzenie jest jeszcze bardziej zagmatwane.
Bob Kane twierdzi, że stworzył go wraz z Billem Fingerem. Jerry’ego Robinsona? Mówi, że przyczynił się jedynie do powstania motywu kart do gry. Ale Robinson się z tym nie zgadza. Twierdzi, że narysował Jokera, zanim Finger pokazał mu zdjęcie Cesare Rossiego (często mylonego z Waithe, aktorem z „Człowieka, który się śmieje”).
To jest walka o dziedzictwo. Kane’a, Fingera i Robinsona. Każdy domaga się swoich praw. Nikt nie zgadza się co do szczegółów.
Uspokajanie klauna
Joker nie zawsze był taki nieprzewidywalny. Na początku był bardziej bezpośredni. Klasyczny złoczyńca. Ale zmiany nadeszły. Postać ewoluowała. Przyglądamy się, jak zmienił się Clown Prince of Crime na przestrzeni dziesięcioleci.

Kod komiksowy zabił Strasznego Jokera
“Batmanie! Oskarżam Cię o ingerencję w prawo przestępców do popełniania przestępstw!”
Ta linijka z Batmana #163 brzmi teraz szalenie. A potem? To był szczyt epoki.
Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku były szalone dla komiksu. Publikacje z gatunku horroru i kryminału sprzedawały się jak świeże bułeczki. Moi rodzice nie akceptowali tego. Wierzyli, że te książki zmieniają ich synów w chuliganów. Na scenę wchodzi dr Frederick Wertham. W 1954 roku opublikował książkę Kuszenie niewinnych: wpływ komiksów na współczesną młodzież. Przerażający tytuł przerażającej książki.
Wertham nie owijał w bawełnę. Drukował brutalne, krwawe i seksualnie sugestywne obrazy z popularnych komiksów. Jego argument? Komiksy zachęcały do zachowań aspołecznych. I tak, twierdził, że promują homoerotyzm. To była pełnowymiarowa panika moralna.
Społeczeństwo zareagowało z obrzydzeniem. Ludzie wyrzucili komiksy ze swoich domów. Branża traciła pieniądze i wiarygodność. Aby przetrwać, główni wydawcy stworzyli Kodeks Komiksu. Samozakaz stał się prawem obowiązującym w tym kraju.
To, co wydarzyło się później, było brutalne. Wydawcy musieli porzucić swoje bestsellery. Książki o zombie? Zniknął. Komiksy o potworach? Pochowany. Thrillery kryminalne? Wyrzucony. Musieli skupić się na komediach i złagodzonych historiach. Większość z nich zakończyła się niepowodzeniem. Wiele wydawnictw zostało zamkniętych na zawsze. Gdyby Marvel i DC nie wskrzesiły komiksów o superbohaterach w latach 60., ta forma sztuki mogłaby od razu umrzeć.
Joker zapłacił cenę.
Przed Kodeksem był mordercą. Niebezpieczny, przebiegły maniak, który terroryzował Gotham. Po Kodeksie? Stał się żartem. Dosłownie.
Ze śmiertelnego zagrożenia stał się ekscentrycznym żartownisiem. Nigdy więcej krwi. Tylko skomplikowane napady, skomplikowane łamigłówki i przebrania. Stał się złośliwym złodziejem. Oczywiście nieprzyjemny szkodnik, ale bezpieczny. Mrok został oczyszczony przez obawy rodziców i biurokratyczną biurokrację.
Czy zrobiło się lepiej? Być może na sprzedaż. Dla postaci? Zupełnie nie.

Interwencja Schwartza i niemal całkowite zniknięcie
Nie zabijał już ludzi. To był nowy stan.
Joker z lat 60. grany według innych zasad. Żadnych masakr, żadnych mrocznych nut. Podczas napadów przebierał się w przestępcze kostiumy. Zamiast prochu miał przy sobie pas z różnymi urządzeniami. Jego samochód? Bieżący żart z ogromną uśmiechniętą twarzą przykręcony do przedniej osłony chłodnicy. To było teatralne. To było śmieszne. To był Batman w serialu telewizyjnym, zanim powstał serial telewizyjny.
Ale tu jest problem z absurdem: nie zawsze się to sprawdza.
Julius Schwartz objął stanowisko redaktora. Miał problemy z tą wersją postaci. Nie lubił Jokera. Niedobrze. Pod jego przywództwem postać została zepchnięta na dalszy plan. Nie zniknął. Nie umarł. Ale był bliski zapomnienia w komiksach.
Przez chwilę Clown Prince of Crime był po prostu… szumem tła. Schwartz wolał innych złoczyńców. Chciał innego tonu. Joker zaczął znikać. Można argumentować, że był to najgorszy punkt złoczyńcy. Przeżył, tak. Ale to było prawie nieistotne.
Joker dzisiaj
Ta cisza nie trwała wiecznie. Postacie tego typu wiedzą, jak się wycofać. Ale lata 60.? To był ślepy zaułek. Dziwny, kolorowy ślepy zaułek.
Dziś Joker powrócił na szczyt. Ale to już nie ten facet, który przebiera się za przestępstwa. Jest agentem chaosu. Inteligentny przeciwnik, który nie potrzebuje pasa narzędziowego, aby złamać ducha Batmana. Przejście Schwartza od bycia ignorowanym do stania się nowoczesną ikoną to najważniejszy wątek w historii tej postaci. To dowodzi, że nawet gdy redaktor chce cię pogrzebać, możesz się odkopać.
Większość fanów nie zastanawia się dwa razy nad prawie zniknięciem Jokera w latach 60. Myślą o filmach. O głosie. O uśmiechu. Jednak bez tego zejścia w zapomnienie przebudzenie nie byłoby tak potężne. Czasem trzeba niemal zniknąć, żeby wrócić silniejszym. A może to po prostu logika komiksu.

Zmiana z 1973 r., która sprawiła, że Joker stał się naprawdę straszny
Pamiętacie tę bzdurną rymowankę? „Zip-a-di-doo-da…” Pochodzi z Joker Comics #3, a konkretnie z wątku fabularnego „The Last Ha-Ha”. Brzmi głupio. I nie powinno. Ale o to właśnie chodzi.
W 1973 roku pisarz Denny O’Neil i artysta Neal Adams zdecydowali, że linia komiksów o Batmanie wymaga poważnej aktualizacji. Sprowadzili Jokera z powrotem na linię frontu, ale nie jako beztroskiego dowcipnisia Srebrnej Ery. Ta nowa wersja była seryjnym mordercą. Żadnych ograniczeń. Żadnych zasad. Tylko impulsywne, sporadyczne zabójstwa.
Nie był już zwykłym złodziejem. Został zabójcą, który uważał się za intelektualnego równego Batmanowi. Miał bystry umysł, ale jego trucizny także. I socjopatia. Ciągle zabijał swoich własnych sług. Dlaczego? Ponieważ mogłem.
Dlaczego Joker z lat 80. przekroczył wszelkie granice
W tym okresie postać otrzymała własną, limitowaną serię komiksów. W każdym numerze walczył z innym bohaterem, by na końcu wrócić za kratki. Powtarzać. I znowu. To pokazało jego wytrwałość. Ale koniec lat 80.? Wtedy zrobiło się ciemno.
Bardzo ponury.
Pokonał Jasona Todda – drugiego Robina – łomem. Następnie wysadził go w powietrze materiałami wybuchowymi. Porwał komisarza Gordona i torturował go. Postrzelił Barbarę Gordon, sojuszniczkę Batmana i córkę Gordona, w kręgosłup, pozostawiając ją sparaliżowaną. To już nie było tylko przestępstwo. To był osobisty sadyzm.
Współczesny Joker: od Harley Quinn do zniekształcania rzeczywistości
W obecnym kanonicznym uniwersum DC ten śmiercionośny arlekin zachowuje swój status. Ale skala jego szaleństwa eksplodowała. Już nie tylko łamie kości. Manipuluje rzeczywistością.
Kiedyś ukradł zmieniające rzeczywistość moce pana Myseptlka, arcywroga Supermana. Chciał odbudować świat na swój pokręcony obraz. Wypuścił także Jad Jokera na dużą część populacji superzłoczyńców, zarażając ich swoim szaleństwem.
A potem jest Harley Quinn. Jej pochodzenie jest brutalne. Była jego psychiatrą. Manipulował nią. Sprawił, że obsesyjnie zakochałam się w sobie. Została jego partnerką. Albo jego ofiara. W zależności od tygodnia.
Ale nie myśl, że złagodniał. Nadal zabija losowo. Zabił drugą żonę komisarza Gordona. Postrzelił Zatannę, czarodziejkę i sojuszniczkę Batmana, w gardło.
Czy jest geniuszem kryminalnym? Z pewnością. Ale przypadek jest jego bronią. Nigdy nie wiadomo, czy zamierza zniszczyć wszechświat, czy po prostu złamać komuś kark.

Nowa twarz Jokera i cena krwi
Więc został zastrzelony. Prosto w twarz. Policjant. Skorumpowany, ukrywający się pod maską Batmana. To był układ, chaos, dokładnie ten rodzaj sytuacji, która łamie umysł przed ciałem. Prawie zginął w Arkham. Lekarze musieli go przywrócić. W częściach. A teraz? Na jego czaszce wyryty jest trwały uśmiech.
To już nie jest śmieszne. Nie może mówić. Operacja naprawiła mu szczękę, zamrożoną w trwałym, przerażającym uśmiechu. Teraz komunikacja jest grą skinienia głową i mrugnięcia okiem. Kod Morse’a. Pukanie. Puk, puk. To intymność. Jest zimno.
Wierzy, że zrobił to prawdziwy Batman. Uważa, że Mroczny Rycerz próbował go zabić. Ta wiara? Ona zmienia wszystko. Stary Joker był chaotyczny. Czy to jest nowa wersja? Jest zabójczy. Jest psychopatą, ale w bardziej ostrym i brutalnym sensie. Ogłosił się Księciem Koronnym Zabójców. Niektórzy nazywają go Arlekinem Piekła. Imiona nie mają znaczenia. Liczy się intencja.
Musi podnieść stawkę. Krążą pogłoski, że Batman chce jego śmierci? OK. Wtedy najpierw zabije wszystkich innych.
Czystka stworów
Harley Quinn wciąż jest w pobliżu. Odgrywa tę rolę, udając jego logopedę. To oczywiście kłamstwo, ale to trzyma ją blisko. Dzięki temu jest użyteczny. I to utrzymuje ją przy życiu. Jest jedyną osobą, którą oszczędził.
Wszyscy inni? Zniknął.
Seria mrugnięć wydał rozkaz egzekucji swojego byłego zespołu. Żadnych sądów. Żadnych pytań. Tylko sprzątanie. Jeśli raz go zawiodą, zginą. Jeśli byli słabi, byli martwi. Robi porządek. Przesłanie jest jasne: lojalność mierzy się teraz krwią.
Uważa, że aby konkurować z Batmanem, musi eskalować konflikt.
To wyścig w dół. Jeśli Batman jest gotowy zabić, Joker zabije pierwszy. Próbuje udowodnić, że jest większym potworem. Mądrzejszy. Ten, który się dostosowuje.
Cicha groźba
W jaki sposób niemy złoczyńca zagraża światu? Cisza. Oczy, które nigdy nie przestają mrugać. To jest niepokojące. Pozbawia go to puenty, urojeniowych monologów i komicznego uroku. Pozostaje czyste, skoncentrowane zagrożenie.
Nie jest już tylko klaunem. On przeżył. Uszkodzony, zły, genialny ocalały. I poluje.

Dlaczego Joker nigdy nie pociąga za spust w sprawie Batmana
Spójrz na ten cytat na początku. Jest chaotyczna. Ona jest szalona. To Joker tuż po tym, jak rzekomo „zabił” Batmana przed salą dla osób niepełnosprawnych. Klasyczny fałszywy trop.
Ale przejdźmy do prawdziwego pytania, które dręczy każdego czytelnika komiksów. Dlaczego Joker po prostu tego nie zakończy? Miał broń. Miał bombę. Miał przewagę. A jednak Batman odchodzi. Ponownie.
Dla Bruce’a Wayne’a odpowiedź jest prosta. Kod. Nie zabijaj. Jeśli przekroczy tę granicę, nie będzie lepszy od potworów, na które poluje. On stanie się nimi.
Klaun Książę Zbrodni? Jej przyczyny są bardziej złożone. Nie zabija Batmana dlatego, że uważa to za nudne. Zabicie bezbronnej, kłamliwej osoby nie jest zwycięstwem. To jest antyklimaks. Joker chce dramatycznego zakończenia. Chce udowodnić, że jego przypadkowy chaos jest lepszy od zimnej logiki Batmana. To jest gra i Batman jest jedynym graczem, który sprawia, że jest zabawna.
“Nigdy bym cię nie zabił. Gdzie byłby ten serial bez mojego poważnego partnera?”
Ta linijka z Batmana #663 mówi wszystko. Bez Batmana życie Jokera nie ma sensu. Potrzebuje poważnego partnera, żeby żart zadziałał.
Jak Joker unika kary śmierci
Dlaczego więc nadal oddycha? Dlaczego nie siedzi w celi śmierci?
Dwa słowa: szaleniec kryminalny.
System prawny nie może postępować z nim tak, jak ze zwykłymi przestępcami. Zamiast więzienia trafia do Arkham Asylum. To są drzwi obrotowe. Wchodzi. Wychodzi. On się zmienia.
Pisarz Grant Morrison wpadł na szaloną teorię na ten temat w „Arkham Asylum”. Zasugerował, że Joker ma „super warunki sanitarne”. Wzmożone uczucia. Brak prawdziwej osobowości. Po prostu odzwierciedla psychikę, która pomaga mu w danej chwili przetrwać.
Morrison podwoił ten pomysł w Batmanie #663. Każda ucieczka przynosi nową osobowość. To wyjaśnia, dlaczego Joker czuł się inaczej w latach 80. niż dzisiaj. On nie jest jedną osobą. Jest zmiennokształtnym.
Dokąd naprawdę udają się złoczyńcy
Arkham Asylum nie zawsze było wysypiskiem dla każdego zamaskowanego mężczyzny. Początkowo był przeznaczony wyłącznie dla osób chorych psychicznie. Żartowniś. Dwulicowy. Dziwactwa.
A teraz? To standardowy parking dla całej galerii złoczyńców Batmana.
To właśnie tutaj Joker poznał doktor Harleen Quinzel. Była jego psychiatrą. Złamał to. Następnie przekształcił ją w Harley Quinn. Jego pomocnik. Jego największy fan.
Cykl trwa. Batman go łapie. Arkham go trzyma. Joker ucieka. I taniec zaczyna się od nowa.















